Featured

Wstęp do wprowadzenia

Witajcie.

Choroby i zaburzenia psychiczne zawsze wzbudzają dużo zainteresowania i emocji. Można to zauważyć w trakcie codziennych rozmów, można też zobaczyć, ile książek filmów i gier mówi o szpitalach psychiatrycznych, samobójcach i elektrowstrząsach. Czasem po obejrzeniu czy przeczytaniu zaczynamy się zastanawiać,  co jest wytworem wyobraźni, a co rzeczywistością. I tu wkraczam ja – rezydentka, czyli lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii.  Chciałabym pokazać Wam, co z przedstawionych w popkulturze opisów chorób psychicznych jest prawdą, a co mitem. A także po jakie filmy lub książki warto sięgnąć, kiedy pragniecie lepiej zrozumieć siebie lub kogoś bliskiego dotkniętego konkretnym problemem ze zdrowiem psychicznym. Zapraszam 🙂

 

post

Advertisements

Daenerys Targaryen – mit szaleńca.

SPOILERY

 

Po ostatnim sezonie “Gry o Tron” Daenerys okrzyknięto “Mad Queen”. Została Szaloną Królową. Powiedzieć, że widzowie są zaskoczeni to mało. Wydaje się, że zbrodnia wojenna, jaką jest spalenie Kings’ Landing już po poddaniu się miasta zupełnie nie pasuje do jej wcześniejszych poczynań.  Rzekomo szaleństwo miało leżeć w jej naturze – “Za każdym razem kiedy rodzi się Targaryen Bóg rzuca monetą”.  Oczywiście wiele chorób psychicznych jest uwarunkowanych genetycznie, ale o jakie zaburzenie moglibyśmy podejrzewać Daenerys?

Jakiś rodzaj psychozy? Nie wypowiada niczego, co brzmiałoby jak urojenie. Najwyżej idea nadwartościowa zdobycia Żelaznego Tronu. Nie halucynuje. Nie ma żadnych formalnych zaburzeń myślenia. Zaburzenia osobowości? Takie zachowanie pasowałoby jedynie do osobowości psychopatycznej, dla której charakterystyczny jest brak empatii i niemożność tworzenia związków z ludźmi opartych na bliskości emocjonalnej. Dany nie wykazywała takich cech we wcześniejszych sezonach. Współczucie wobec niewolników i związek z Drogo temu przeczą. PTSD (zaburzenie stresowe pourazowe) ? Z pewnością Daenerys przeżyła wiele ekstremalnie trudnych sytuacji,  które mogłyby je wywołać. Ale czy spełnia jakiekolwiek inne kryteria? Flashbacki? Unikanie sytuacji przypominających traumatyczne wydarzenie? Nadmierną czujność? Nic z tych rzeczy.

Nie widzę cech żadnego zaburzenia psychicznego. Skąd zatem “Szalona Królowa”? Myślę, że mechanizm, który często pojawia się w prawdziwym, pozaekranowym życiu. Jeśli przeraża nas ogrom zbrodni, niewytłumaczalne okrucieństwo, to próbujemy to jakoś oswoić, wyjaśnić, zracjonalizować. Może to choroba psychiczna? Łatwiej pomyśleć, że chodzi o chorobę niż wyobrazić sobie, że zdrowa osoba jak ja albo jak Ty byłaby do tego zdolna. Czytamy o tym w gazetach, widzimy to w telewizji. Kto zamordował prezydenta Gdańska? Na pewno chory psychicznie. Ukrył poćwiartowane zwłoki w wersalce? Na pewno szaleniec. Tymczasem statystyki dowodzą, że osoby chore psychicznie wcale nie popełniają przestępstw częściej niż reszta populacji. Natomiast dużo częściej padają ofiarą przemocy.

Niestety, do nieprawdziwego przekonania o agresji chorych psychicznie przyczynia się właśnie popkultura, która kreuje taki wizerunek w filmach i serialach. Statystyki wykazują, że tam pacjenci psychiatryczni stosują przemoc 10 razy częściej niż osoby zdrowe, a nawet 20 razy częściej niż w rzeczywistości. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale kto chciałby oglądać na ekranie prawdziwych chorych zmagających się codziennie z prawdziwą stygmatyzacją.

“The OA” – opresyjność psychiatrii?

Uwaga, w poniższym tekście będą SPOILERY !

 

“The OA” to serial dostępny na platformie Netflixa. Fabuła zaczyna się, kiedy młoda niewidoma kobieta, zaginiona przed 7 laty, wraca do domu. Ma dziwne blizny na plecach i… widzi. Nikomu nie mówi, o tym co przeżyła przez ostatnie 7 lat. Ani rodzicom, ani FBI, ani terapeucie. Nie tłumaczy, jak odzyskała wzrok i czemu chciała skoczyć z mostu. Za to gromadzi 5 nieznajomych w opuszczonym budynku i to im przez godzinę codziennie wieczorem opowiada swoją historię. Opowieść dość niewiarygodną, co do której przez 2 sezony nie będziemy mieli pewność, czy jest prawdą, czy efektem choroby psychicznej głównej bohaterki. Wiemy, że przyjmowała leki psychiatryczne przez kilkanaście lat i, że podjęła próbę samobójczą.  Obserwujemy, że często zachowuje się w niezrozumiały sposób, że ma dziwny wyraz twarz (w psychiatrii nazywamy to bladym afektem). Wierzy, że była kimś innym, że ma specjalne moce, że zna magiczne sekwencje ruchów. To wszystko często spotykane objawy psychozy.

Jednak historia opowiedziana z punktu widzenia głównej bohaterki, Prairie, sprawia, że zaczynamy się z nią utożsamiać. Wierzymy w to, chcemy, żeby na świecie były dobre anioły. Nawet, jeśli jak na istoty nadprzyrodzone te anioły są irytująco pozbawione mocy i przez lata nie potrafią udowodnić swoich zdolności. Po prostu trzeba prawdziwej wiary, porzucenia tej irytującej logiki… I nagle hop, zaczynamy widzieć, jak wygląda świat z perspektywy osoby przeżywającej psychozę. Czujemy, że nie ma sensu nic nikomu tłumaczyć, bo inni nas nie rozumieją i tylko przeszkadzają w ważnej misji. Co z tego, że z zewnątrz to trochę głupio wygląda – rozebrana dorosła kobieta wymachuje nożem, w opuszczonym domu, w towarzystwie czwórki nastolatków i ich nauczycielki. To tylko dlatego, że nie rozumieją, że ona jest aniołem i nigdy by nikogo nie skrzywdziła. To ich rodzice panikują, bo mają wąskie horyzonty myślenia. Co z tego, że właśnie krzyczy, szarpie się i uderzyła pielęgniarza? To przecież tylko dlatego, że on nie rozumie, że właśnie przybyła z innego wymiaru i jest trochę zdezorientowana. Widzimy tajemne znaki tam, gdzie ona. Widzimy, jak wszystko układa się w całość. Sceny w szpitalu psychiatrycznym na początku drugiego sezonu świetnie to pokazują. Pozwalają nam wczuć się w sytuację osoby przyjętej do szpitala psychiatrycznego bez zgody, poczuć, jak to jest dostać niechciany zastrzyk na uspokojenie od miłego doktora, któremu zaufaliśmy.  Przecież nie chcemy się uspokoić, chcemy, że on zrozumiał, że tak naprawdę jest naszym ukochanym z poprzedniego życia. Dlaczego nie pamięta i zachowuje się jak zwykły lekarz?

To z tego uczucia w latach 60 XX wieku wyrosła antypsychiatria. Nurt, który twierdził, że nie istnieją choroby psychiczne, a chorzy to jednostki niezrozumiane przez społeczeństwo w swoim nonkonformizmie. Przecież umysł nie jest cielesny, więc nie może zachorować. Prairie mówi w serialu: “Nie jest miarą zdrowia przystosowanie do chorego społeczeństwa”. Mogłoby to być motto antypsychiatrii. Obecnie nauka zadała kłam takim przekonaniom. Możemy udowodnić empirycznie zmiany zarówno w budowie, jak i w funkcjonowaniu mózgu osób z chorobą psychiczną i bez niej. Dzięki temu możemy też skutecznie leczyć.

Pozostaje jednak pytanie: co zrobić z poczuciem niezrozumienia i krzywdy, jakie wciąż dzieli wielu pacjentów i ich lekarzy?

“Człowiek, który nie mógł przestać. Opowieść o nerwicy natręctw.”

522150-352x500

Książka, autorstwa Dawida Adama, w zgrabny sposób łączy popularnonaukowy opis zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych (OCD) z osobistą relacją autora z ponad 20-letnich zmagań z chorobą. Rozbraja stereotypy  – można się z niej dowiedzieć, dlaczego w nerwicy natręctw nie chodzi tylko o mycie rąk i czy pacjenci z obsesjami dotyczącymi krzywdzenia dzieci są rzeczywiście groźni dla małolatów (szybka podpowiedź: nie bardziej niż ci, którzy takich myśli nie miewają). W spójny sposób prowadzi czytelnika od historii tych zaburzeń poprzez domniemane przyczyny i sposoby leczenia aż do wyników nowoczesnych badań. Wszystko okraszone opisami ciekawych przypadków np.etiopskiej dziewczynki, która zjadła ścianę.

To zaburzenie charakteryzuje się występowaniem obsesji, czyli natrętnych myśli, wyobrażeń lub impulsów. Charakterystyczna jest ich egodystoniczność, czyli niezgodność z ego, inaczej z osobą pacjenta. W praktyce oznacza to, że taka osoba albo zdaje sobie sprawę z irracjonalności własnych myśli np. powracający lęk przed AIDS po wytarciu niewielkiej ranki niezakrwawionym ręcznikiem lub są one niechciane np. uporczywe wyobrażenie sobie agresji fizycznej wobec kogoś nie oznacza wcale realnej chęci wyrządzenia krzywdy tej osobie. Z kolei kompulsje to są czynności podejmowane pod wpływem natrętnych myśli np. sprawdzanie, czy drzwi są zamknięte wielokrotnie, liczenie kroków, płytek chodnikowych itp. Zapewne w tej chwili myślicie, “o rety, też tak mam”. Spokojnie, rozpoznajemy zaburzenie, dopiero, kiedy te myśli lub zachowania są tak częste, że utrudniają codzienne funkcjonowanie. Pojedyncze zdarzają się u większości ludzi. Niektórzy sądzą, że mechanizm choroby polega właśnie na tym, że mózg nie wygasza automatycznie tych często występujących myśli.

Nie będę pisać dziś więcej o OCD, żeby nie psuć Wam przyjemności z lektury. Naprawdę warto po nią sięgnąć.

“Runa” Vera Buck

runa

Powieść “Runa” autorstwa Very Buck zabiera nas do początków psychiatrii. Akcja zaczyna się w 1884 roku w szpitalu Salpêtrière w Paryżu. Instytucja ta stała się słynna, kiedy pod koniec XVIII wieku ówczesny dyrektor Philippe Pinel wprowadził bardziej humanitarne metody postępowania z chorymi. Było to tak innowacyjne, że Tony Robert-Fleury  namalował w 1876 roku poniższy obraz, zatytułowany “Pinel uwalniający szalonych z łańcuchów”. Ze względu na brak skutecznych metod leczenia jedynym sposobem poradzenia sobie z chorymi było ich uwięzienie, często w skandalicznych warunkach bytowych.

Philippe_Pinel_à_la_Salpêtrière_

Książka prezentuje postać Jean-Martina Charcota jako lekarza słynnego dzięki swym pokazom hipnozy histeryczek. Powieść posuwa się dalej z intrygą skupioną wokół Runy, małej dziewczynki, która w Salpêtrière staje się tajemnicą samą w sobie. Nikt nie wie, skąd tam trafiła, nikt nie rozumie jej objawów i zachowania, a zwłaszcza dziwnego koloru oczu. My jednak zostawimy rozwiązanie tej zagadki Joriemu – młodemu lekarzowi, który był przyjacielem samego Bleulera i zastanowimy się, czym właściwie była histeria i czy zniknęła wraz z końcem XIX wieku.

Histerię opisywano od starożytności i łączono z “wędrowaniem macicy”. Uważano, że macica przemieszczając się uciska różne narządy w ciele i wywołuje atak histerii. Hipokrates nazywał to “dusznością maciczną”. Rzekomym powodem ruchliwości macicy miał być brak aktywności seksualnej. Jak wyglądała histeria podpowie nam cytat z powieści:

“Ciało dziewczyny podskoczyło do góry tak gwałtownie, jakby otrzymała cios w plecy (..). -Ataki zaczynają się zawsze w ten sam sposób – bólem, który wywołuje skurcz mięśni. Krtań się zaciska i pacjentka twierdzi, że nie może złapać powietrza. Jeśli zastosowalibyśmy rozwieracz szczękowy, zobaczyliby panowie, że istotnie język stał się wiotki i delikatnie zsuwa się do gardła. Chora nie jest w stanie mówić ani przełykać. (…). Teraz obserwujemy tak zwaną fazę epileptoidalną, podczas której skurcze rozchodzą się po całym ciele. (…) Pacjentka prostuje kończyny, zwija dłonie w pięści wykręca je do wewnątrz. Patrzy do góry. Wskutek skurczu mięśni piersiowych jej ręce zaciskają się z przodu, pacjentka się kuli, jakby chciała przejść przez wąskie drzwi. Następnie rozpoczyna się faza najgwałtowniejszych ruchów, objawiająca się przede wszystkim naprzemiennym rozkładaniem rąk i dociskaniem ich do piersi, tak jakby chora chciała nas mocno uściskać.(…) Anastasia rzucała się na łóżku, a potem nagle wygięła plecy w łuk i wypchnęła miednicę wraz z metalowym siodłem wysoko w powietrze, tak że na materacu znajdowały się jedynie jej stopy i ramiona. Był to słynne Arc de Cercle: łuk okręgu”

Dzisiaj ten termin źle się kojarzy – “no weź, nie histeryzuj”. Dlatego nie używamy już “histerii” w oficjalnym języku medycznym. Obecnie podobne zaburzenia nazywamy dysocjacyjnymi i konwersyjnymi. Dysocjacja to wg definicji DSM V “rozłączenie funkcji, które normalnie są zintegrowane, czyli świadomości, pamięci, tożsamości czy percepcji.” Potocznie można powiedzieć, że kiedy dzieje się coś, czego psychika nie może przyjąć, coś co rozpoznaje jako zbyt wielkie zagrożenie, nieświadomie odcina do tego dostęp (amnezja)  lub zmienia w objaw (np. zanik czucia, możliwości poruszania ręką albo nogą, drgawki).

Należą tutaj takie zaburzenia jak amnezja dysocjacyjna (zanik pamięci bez organicznej przyczyny), drgawki dysocjacyjne (wyglądające podobnie do napadu padaczkowego, ale bez typowych zmian w EEG, czyli zapisie fal mózgowych), stupor dysocjacyjny, dysocjacyjne zaburzenia ruchu (podobne do niedowładu), dysocjacyjne znieczulenia i utrata czucia zmysłowego (może to być np. ślepota lub głuchota). Fuga dysocjacyjna to stan, kiedy pacjent ucieka z jakiejś nieprzyjemnej, przerastającej go sytuacji. Często towarzyszy jej amnezja wsteczna, czyli po niepamięć dotycząca okresu ucieczki i powodujących ją wydarzeń. Zainspirowany tym zjawiskiem został polski film “Fuga”. Do tej grupy należy też słynna w popkulturze diagnoza osobowości mnogiej. Występuje zdecydowanie częściej w filmach i książkach niż w prawdziwym życiu. W rzeczywistości jest tak rzadko spotykana, że część psychiatrów podaje w wątpliwość, czy naprawdę istnieje takie zaburzenie.

Koniecznie trzeba pamiętać, że pacjenci dotknięci tymi zaburzeniami nie udają ani nie wyolbrzymiają swoich dolegliwości. Pomimo braku ich fizycznej przyczyny cierpią tak samo jak inni chorzy z podobnymi objawami.

Warto przeczytać powieść Very Buck, żeby dowiedzieć się, czemu tytułowa dziewczynka trafia do szpitala z objawami przypominającymi stupor dysocjacyjny. Chociaż trudno powiedzieć, czy bardziej przerazi Was intryga kryminalna czy rzeczywistość dziewiętnastowiecznego szpitala psychiatrycznego.

 

“Głębia Challengera”

glebia

 

Jeśli chcesz wiedzieć, jak wygląda psychoza to przeczytaj tę książkę!

Wielu z nas nie wie, jak wyobrazić sobie chorobę psychiczną. Myślimy, że od pacjentów oddziela nas szklana ściana. Widzimy ich, ale ich doznania są zbyt niezwykłe, zbyt abstrakcyjne, żebyśmy mogli poczuć solidarność z nimi i choć na chwilę sobie wyobrazić, jak to jest być w ich świecie. Jeśli znajdujesz w sobie odwagę, by zajrzeć na drugą stronę lustra i zobaczyć, jak rozpada się inny mur – mur pomiędzy zdrowiem psychicznym a chorobą; jeśli nie boisz się poczuć, jak to jest, kiedy nie możesz już ufać swoim zmysłom; kiedy nie wiesz, co jest prawdą, a co halucynacją; kiedy świat Twoich wewnętrznych przeżyć zmienia się tak bardzo, że nawet nie znasz słów, żeby to opisać, to polecam lekturę powieści “Głębia Challengera” autorstwa Neila Shustermana.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z punktu widzenia Cadena Boscha, licealisty. Towarzyszymy mu, kiedy rozwijają się pierwsze objawy i podczas leczenia. Autor ujawnił, że powieść jest oparta na historii jego własnej rodziny, a dokładniej na zmaganiach jego syna z chorobą psychiczną. Może to właśnie dzięki temu opisy są tak prawdziwe. Z punktu widzenia profesjonalisty książka mogłaby służyć jako ilustracja terminologii w podręczniku psychiatrii. Niektóre objawy relatywnie łatwo jest sobie wyobrazić zdrowym ludziom – np. halucynacje. Po prostu ktoś widzi coś, czego naprawdę nie ma. Trudniej jest sobie uzmysłowić, że wierzy, że halucynacje są prawdziwe i nie zdaje sobie zupełnie sprawy z tego, że coś złego dzieje się z jego postrzeganiem rzeczywistości. Z tego względu przestaje ufać lekarzom, rodzinie i innym ludziom, którzy chcą pomóc. To trochę tak, jakby ktoś teraz przyszedł i powiedział Ci, że telefon, na którym czytasz tego bloga ani nawet sam blog nie istnieją i musisz iść się leczyć, skoro myślisz, że je widziałeś. Uwierzyłbyś?

Jednak psychoza to nie tylko halucynacje, czyli zaburzenia spostrzegania.  Jeszcze trudniej jest sobie wyobrazić zaburzenia myślenia, które dzielimy na zaburzenia treści myślenia i formy myślenia. Te pierwsze to urojenia, czyli fałszywe przekonania. Czym różnią się od tego, kiedy ktoś po prostu nie ma racji? Kiedy na przykład kłócisz się z kolegą o to, kto wygrał mecz Polska-Gruzja? Możecie sprawdzić w Internecie, jaki był wynik i wtedy jeden z Was przyzna się do błędu. Natomiast urojeniowych przekonań nie da się zweryfikować. Nie ma na świecie sposobu, aby przekonać osobę, która ma urojenia, że nie ma racji. Żadne dowody ani argumenty nie zadziałają. Pomóc mogą tylko odpowiednio dobrane leki, sprawiając, że po pewnym czasie urojenia znikną. A zaburzenia formy myślenia to dopiero trudna sprawa. W skrócie polegają one na tym, że sposób myślenia się zmienia. Może być tak, że myśli nie łączą się w logiczny ciąg, albo biegną za szybko albo za wolno, albo kojarzenie się zmienia tak bardzo, że nikt poza pacjentem nie rozumie, o czym on mówi. Cytat z książki:

“Porwanie, planowanie, pluralizm, organizm – mówi nawigator.- Organizmy, których nie widziało ludzkie oko, czekają na tego, który podejmie wyzwanie.”

“Powiedziałeś, że nasz statek jest zbyt staroświecko do tej misji, a to co mówisz ma tutaj znaczenie. Znaczenie, zmącenie, wtrącenie. Wtrąciłeś się w porządek rzeczy, tyle powiem. Trzeba było zostawić wszystko po staremu. Podobało mi się, kiedy statek był z drewna.”

Podobny rozpad struktury można śledzić również w dołączonych autentycznych rysunkach syna autora. Te na początku książki różnią się znacząco od późniejszych. Coraz trudniej jest utrzymać spójność kompozycji.

Zatem, czy będziesz wystarczająco odważny, by wyruszyć w podróż do tytułowej Głębi Challengera? Zastanów się dobrze. Nigdy nie wiadomo, kto wróci z takiej wyprawy. Może się okazać, że skończysz jako zupełnie inna osoba.

“Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu”.

536934-352x500

 

 

Książka Matta Haiga “Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu” to zbiór krótkich opisów jego zmagań z chorobą psychiczną, przydatnych list i luźnych notatek związanych z depresją. Nie dowiecie się z niej zbyt wiele o diagnozie – autor mówi, że choruje na depresję, a opisuje raczej objawy lęku napadowego i uogólnionego, a także agorafobii,  wspomina też o zaburzeniach osobowości typu borderline i alkoholizmie.  Pod tym względem panuje chaos, być może dlatego, że sam autor nie zdecydował się przyjmować leków i zapewne niewiele korzystał z pomocy psychiatry. Natomiast podaje wiele przydatnych sposobów na poprawę nastroju, a także na utrzymanie zdrowia psychicznego. Tak jak myjemy zęby po każdym posiłku, tak warto dbać o higienę umysłu. Można skorzystać z licznych podpowiedzi autora – joga, ćwiczenia oddechowe, czytanie książek, bieganie. Cenne jest także podejmowanie wyzwań – zachęcam wraz z autorem, żeby od czasu do czasu zrobić coś, czego się boimy.

Ta książka będzie też cenną pomocą dla bliskich osób zmagających się z zaburzeniem psychicznym, bo plastycznie opisuje jak wielkim wyzwaniem może się okazać zwykłe wyjście do sklepu. Często największym problemem w kontakcie z chorą jest wyobrażenie sobie jej sytuacji. “Jak to nie możesz wziąć się w garść i wstać z łóżka?”. Tu przeczytamy, ile wysiłku może to wydawało by się zwykłe wstanie z łóżka kosztować.

Podsumowując, mnie ta książka nie zachwyciła, zapewne głównie ze względu na jej formę. Zbiór luźnych esejów nie pozwala bliżej zaprzyjażnić się z bohaterem, nie zaciekawiła mnie jego historia z powodu braku spójnej fabuły i wrażenia chaosu.  Warto ją jednak przeczytać, jeśli szukamy podpowiedzi, jak dbać o swoje zdrowie psychiczne i chcemy lepiej zrozumieć świat chorego.

Zgadzam się z autorem, że warto podkreślać – jeśli zastanawiasz się nad pójsciem do psychiatry to po prostu to zrób. W Polsce można iść bez skierowania. Tylko zadzwonić i umówić się na wizytę. Może myślisz, że w sumie to nic wielkiego i właściwie inni mają gorsze problemy. Nie martw się, nikt nie jest dobrym sędzią we wlasnej sprawie. Najwyżej dowiesz się, że wszystko w porządku, albo że lepiej pomogą Ci spotkania z psychologiem niż leki. Jeśli tylko przychodzi Ci do głowy, że coś jest nie tak, to idź się zbadać. Warto o siebie zadbać.

Kobiety, whisky i psychoanaliza

“Alias Grace” to miniserial Netflixa oparty na powieści Margaret Atwood pod tym samym tytułem. Opisuje historię młodej służącej – Grace Marks, oskarżonej o mordestwo swojego pracodawcy Thomasa Kinneara i jego gospodyni Nancy Montgomery. Zostaje uznana za winną i skazana. Najpierw wysłano ją do instytucji dla psychicznie chorych kobiet, a następnie do więzienia. Dzięki wzorowemu zachowaniu dostała pozwolenie na wykonywanie obowiązków służącej w domu Gubernatora. W tej sposób stała się atrakcją dla pań z towarzystwa, które miały szansę przyjrzeć się morderczyni  podającej im popołudniową herbatkę. Akcja serialu rozpoczyna się przyjazdem doktora Jordana – alienisty. To prekursor współczesnych psychiatrów sądowych. Rozmawiając z Grace ma ocenić jej poczytalność i wydać opinię dla sądu w celu rozpatrzenia jej uniewinnienia. Główna bohaterka twierdzi, że nie pamięta dnia morderstwa. Doktor Jordan ma ocenić, czy naprawdę dotknął ją zanik pamięci czy też sprytnie udaje, by ukryć swoją winę. Takie zaburzenia pamięci nazywamy dziś amnezją dysocjacyjną. Nie mają żadnej organicznej (cielesnej) przyczyny, czyli nie można wykryć żadnych zmian w dostępnych nam badaniach takich jak rezonans magnetyczny, elektroencefalografia czy analizy laboratoryjne. Zatem do dziś dzień nie mamy lepszej metody wykrycia tego zaburzenia niż rozmowa z pacjentem – tak samo jak doktor Jordan pod koniec XIX wieku. Zwykle amnezja dysocjacyjna jest spowodowana bardzo trudną dla pacjenta sytuacją. Nie jest sobie w stanie z nią świadomie poradzić, więc jego podświadomość niejako “decyduje zapomnieć” i w ten sposób go chroni.

Serial prezentuje trudny moment w historii psychiatrii. Okres, kiedy pojawiają się pierwsze jaskółki metod, jakie znamy dziś, a jednocześnie wciąż hipnoza i spirytualizm funkcjonują jako uznane i naukowe sposoby badania.  Możemy też obserwować niechlubne epizody nadużyć w ówczesnych przytułkach (ang. asylum), które później przekształciły się w szpitale psychiatryczne. Te instytucje zajmowały się głównie odizolowaniem chorych od społeczeństwa. Nie zapewniały żadnego leczenia, co więcej nie oferowały nawet przyzwoitych warunków sanitarnych i stosowały kary fizyczne. Dopiero w 1797 roku w Bicêtre Hospital w Paryżu zrezygnowano z przykuwania pacjentów łańcuchami i zamieniono przepełnione sale w piwnicach na jasne i obszerne pokoje. A to była tylko jedna pionierska instytucja.

Ten motyw pojawia się też w powieści  “Złodziejka” Sarah Waters. Głównymi bohaterkami są dwie młode kobiety, osiemnastoletnie Susan Trinder i Maud Lilly, obydwie wcześnie osierocone przez matki i wplątane w skomplikowaną przestępczą intrygę. Jedna z bohaterek trafia do przytułku dla chorych psychicznie wbrew swojej woli. Widzimy jak relatywnie łatwo było znaleźć się w takim miejscu, szczególnie kobietom, których obecność w rodzinie stawała się niewygodna czy to ze względów spadkowych, obyczajowych czy z powodu ich opinii i braku podporządkowania się obowiązującym normom.

Oczywiste jest, że wiktoriańska mentalność nie sprzyjała kobietom. “Alias Grace” wyraźnie pokazuje, jakie dwie role dla kobiety miało ówczesne społeczeństwo – klasyczny dylemat świętej i ladacznicy. Pokazuje przemoc i sytuacje bez wyjścia, pokazuje obwinianie ofiary i niesprawiedliwość, pokazuje też, jak patriachalny system szczuje kobiety na siebie, zmusza do złudnej walki o męskie względy.  Ale widzimy też jak kobieta uczy się właściwej opowieści o sobie samej, jak z czujnością ściganego zwięrzęcia dostosowuje się do niuansów, które sprawią przyjemność rozmówcy. W tej historii nikt nie jest niewinny. Nie dajmy się zwieść łagodności – to luksus, na który nie stać zwierzyny łownej.